Zdarza się i Wam, że zupełnie bez przyczyny współpracownik przestaje okazywać Wam należyty szacunek i umyślnie, w sposób infantylny zaczyna Was obrażać? Oczywiście nie mówię tutaj o szacunku typu przełożony – pracownik, tylko o oczywistym poważaniu, które mogłoby się wydawać jest czymś naturalnym, oczywistym, wywodzącym się z naszego człowieczeństwa. A obelga, która pada w naszym kierunku to bezwiedne, nieprzemyślane „jesteś głupi” w związku ze spontaniczną, radosną reakcją na pewien bodziec. Z jednej strony kłębią się w nas emocje by powiedzieć, że nie życzymy sobie takiego traktowania, ale z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że interlokutor i tak nie zrozumie o czym mówimy, a próba wyjaśnienia rozpali ogień nienawiści, serii nieporozumień, który zostanie rozwiany plotką na inne osoby. I właściwie pozostajemy we frustrującej pozycji, gdzie każde reakcja niesie za sobą głównej mierze negatywne konsekwencje. Brak reakcji nawet tej wg. nas prawidłowej, kulturalnej opartej na argumentach skutkować będzie wewnętrznym stłumieniem energii emocjonalnej, będącym z pewnym czasem kulminantą negatywnych napięć, które z czasem w reakcji na delikatny bodziec mogą „eksplodować” i skutkować nieadekwatną reakcją (wygórowaną). Wtedy taka osoba, która w pewnym sensie sprowokowana staje się prowodyrem całego łańcucha nieprzyjemnych sytuacji. Z kolei dyskurs w momencie zaistnienia pierwotnego impulsu, może skończyć się również reakcją łańcuchową, której efekt niewykluczone będzie niewspółmierny do uzyskanych korzyści tak zwanego zrzucenia kamienia z serca związanego z natychmiastową reakcją.