Placki ziemniaczane bez ziemniaków – tak zwą się placki, które zamierzam dzisiaj wszystkim przybliżyć. Nazwa zaskakująca, moja własna. Jak byłem dzieciakiem, a bardzo chciałem żeby mama mi koniecznie takie rarytasy przygotowała – mówiłem: „mamo zrób placki ziemniaczane bez ziemniaków”. Nie wiedziałem jak się nazywają, a mama przepis dostała od znajomej, która jak się później okazało pomimo moich dociekań – również nie znała ich nazwy, i tak do tej pory nie wiem czy mają one właściwą sobie nazwę. To nic. Dzisiaj przedstawię przepis dla jednej porcji ciasta, natomiast na zdjęciach zaprezentuję, pierwotnie miało być na potrójną porcję, ale ostatecznie się okazało że składników było tak dużo, że zdjęcia prezentują przygotowania dla poczwórnej porcji tych ekstremalnie fantastycznych placków ziemniaczanych bez ziemniaków.

Niezbędne produkty:

masa/ciasto:

  • 9 łyżek (z górką) mąki pszennej niema większego znaczenia jaki typ czy 550 czy 450
  • 3 łyżki skrobi ziemniaczanej (z górką)
  • 2 średnie jaja kurze
  • pół szklanki ciepłej wody

ciasto jest doprawiane:

  • solą
  • pieprzem
  • oregano
  • majerankiem
  • bazylią
  • papryką słodką
  • papryką ostrą

ilość składników wedle uznania.

Skoro znamy skład fundamentu dorodnego placka, pasowałoby go czymś wypełnić i nadać mu właściwego wysublimowanego smaku!

  • 2-3 marchwie
  • pół/cała puszka kukurydzy
  • pół papryki
  • mała pietruszka
  • 10/15 dkg mięsa – najlepiej polędwicy sopockiej
  • około 150/200 gram sera gouda
  • kilka ząbków czosnku
  • 2 średnie cebule

Wasz stół po skompletowaniu właściwych składników powinien wyglądać mniej więcej tak:

Natomiast mój stół, dla poczwórnej porcji będzie wyglądał tak: (brakuje na nim dwóch jaj)

Ja zaczynam od przygotowania ciasta, a mój pomocnik w postaci mojej ukochanej kobiety zajmuje się przygotowywaniem składników.

Najpierw wsypujemy 9 łyżek mąki zwykłej, następnie 3 łyżki skrobi ziemniaczanej i dokładnie ze sobą mieszamy. Wbijamy dwa jaja, wlewamy w to pół szklanki ciepłej wody i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.

W dalszej kolejności doprawiamy ciasto. Lubię intensywne smaki dlatego przypraw zielonych, czarnych i czerwonych nie żałuję, natomiast z oczywistych powodów skąpię soli.

 

Ciasto gotowe. Kiedy mogłem zajmować się tą jakże wyczerpującą czynnością moje kochanie obrało mi cebulę, marchew, pietruszkę, obmyło paprykę, przygotowało czosnek i dzielnie poradziło sobie z otwarciem puszki kukurydzy.

  • Cebulę kroimy w pół-piórka,
  • Paprykę kroimy w drobną kostkę,
  • Szynkę kroimy w kwadraciki,
  • Marchew, pietruszkę oraz ser ścieramy na tartce na dużych oczkach,
  • Czosnek wyciskamy prosto do ciasta.

Wszystko po kolei dodajemy. Po każdym składniku dokładnie mieszając.

Po dodaniu wszystkich składników mieszamy do momentu kiedy zawartość równomiernie się „rozłoży” w cieście. W trakcie mieszania, na każdym jego etapie zalecałbym stosowanie twardej łyżki, ponieważ „miękki” materiał z całą pewnością się wygnie bądź połamie.

Przedostatni etap to smażenie.

Placki smażymy na patelni, której dno jest w pełni zakryte olejem. Ciasto nakładamy nieco większą łyżką niż stołowa na mocno rozgrzany olej. Delikatnie je rozpłaszczamy. Smażymy na jednej stronie tak długo, aż brzegi placka po stronie od góry zaczną przybierać formę usmażoną, wtedy przekładamy je delikatnie na drugą stronę i smażymy do zarumienienia. (kontrolujemy ogień, aby nie spalić placków – ja smażę na dużym palniku na średnim ogniu).

Placki najlepiej spożywać jeszcze ciepłe. Średnia porcja dla dorosłego człowieka to 2 placki. Są naprawdę sycące. Tradycyjnie podawane z ketchupem chociaż ja zachęcam do stosowania przecieru pomidorowego. Świetnie sprawdza się przecier paprykowy, sos czosnkowy, a najlepsza wg. mnie koncepcja to podanie placka z sosem czosnkowym i ketchupem.

Pozostaje mi tylko życzyć wszystkim smacznego!