Dopamina jako narkotyk „zażywany” z syntezy afirmacji społecznościowej dozowanej za pomocą social mediów.

Jakby to powyższe zdanie nie brzmiało – proces jaki opisuje jest bardzo niebezpieczny dla naszej psychiki, relacji społecznych, duchowości oraz ciała. Coraz bardziej propagowany profil życia afirmowanego nie przez nas samych, a przez środowisko bezpośrednio nas otaczające oraz dalsze kręgi znajomości wpędza nas w pułapkę systemu nagród, będącego przyczyną wielu chorób o podłożu psychicznym i wydarzeń incydentalnych, na jakie narażają się użytkownicy aparatów elektronicznych będących katalizatorem bądź też aplikatorem sprzężenia zwrotnego ujemnego, którego ostatecznym produktem jest dopamina – drugi hormon szczęścia obok endorfiny.

Ale o co chodzi?

Oprócz innych substancji narkotyzujących i powodujących uzależnienie są pewne mechanizmy i zachowania, które pomimo braku zewnętrznego materialnego środka, który moglibyśmy wprowadzić sobie do krwiobiegu wywołując pożądany efekt psychiczny/fizyczny będący przełamaniem homeostazy dla danego zdrowego momentu życia – będą robiły „to samo” za pomocą innych dróg receptorowych i efektorowych.

Tekst ten nie będzie podejmował próby wyjaśnienia przyczyny powstawania tak globalnego zjawiska obejmującego nawet niektóre kraje 3 świata, wskaże tylko problematykę nowych (chociaż przy dzisiejszym tempie rozwoju relacji cyfrowo-społecznych można powiedzieć, przetrwałych artefaktycznie zachowań, które są fundamentem coraz nowszych, jeszcze nie zbadanych zachowań psycho-cyfrowych) zachowań destrukcyjnych będących coraz większym wyzwaniem dla całej gamy specjalistów niemalże wszystkich gałęzi naukowych.

Social Media (nazw nie trzeba wymieniać) dały miliardom użytkowników możliwość publikowania własnych opinii, wymiany poglądów (w mniejszym czy większym stopniu), chwalenia się osiągnięciami oraz niestety dzielenia się różnymi dziwnymi dewiacyjnymi zainteresowaniami. Kiedyś takimi informacjami dzielono się bezpośrednio z rozmówcami przy różnych okazjonalnych spotkaniach. Otrzymywano wówczas nagrody tzw. głaski – aprobata budująca ukontentowany stan jednostki. Wszystko z pomocą dopaminy. Pochwalenie nas, czasem pozazdroszczenie i wspólne zadowolenie z sukcesów jednostki – dozowane przez cykliczne spotkania powodowało, że pojawiała się potrzeba spotkań i dzielenia się swoimi przeżyciami. Chociaż taki system zażywania dopaminy nadal istnieje, został on w dużej mierze zastąpiony przez social media. Jak się okazało, mechanizm cyfrowy okazał się skuteczniejszy. Wystarczyło opublikować zdjęcie, podpisać je, a głaski same spływały w postaci like’ów, serduszek, słodkich komentarzy i tym podobnych – aprobata. Nie długo trzeba było czekać, by społeczność mogła odkryć, że w sieci dużo łatwiej ukryć nieprzyjemne fakty, których w trakcie żywej rozmowy nie da się zataić. Zresztą okazało się, że w domowym zaciszu jest czas, aby dopieścić treść/zdjęcie/wiadomość i opublikować kiedy będzie doskonała. Podczas realnego spotkania, konfrontacji różnych osób hormony wręcz w nas buzowały. Dzięki czemu w sposób naturalny się regulowały dając poczucie satysfakcji, zażenowania, smutku, radości i wielu innych stanów emocjonalnych, które również potrzebne są utrzymywaniu harmonii w naszym codziennym życiu. Powodowały, że byliśmy niedoskonali. Niektóre wady wręcz się uwypuklały co mogło przyczyniać się do pogarszania samopoczucia, ale wspomagało realizm i naturalizm relacji społecznych. W internecie jest jednostronny płytki przepływ. Otrzymujemy nieustannie głaski – nagrody za ładne zdjęcie. Po pewnym czasie, jednak ta sama ilość pochwał i like’ów w coraz mniejszym stopniu nas zadowala. Pojawia się problem, ponieważ szlak dopaminy uruchamia się kiedy sposób uzyskania nagrody jest dla nas zaskoczeniem, bądź sama nagroda jest dla nas niespodziewana. Ponieważ nagroda pozostaje wciąż taka sama. Musi się zmienić sposób jej pozyskania.

Dojście do takiej sytuacji może powodować frustrację, odstawienie „narkotyku”, złość, apatię, na pewno dużo niepotrzebnego stresu – wszystkich tych stanów, które są współodpowiedzialne za niemalże wszystkie choroby cywilizacyjne XXI wieku. Oczywiście jest wiele mechanizmów kompensacyjnych, jak podjęcie nowych działań mających na celu pozyskanie większej ilości – głasków. Wiele z takich osób dąży do stania się „celebrytą” facebooka etc. W związku z czym podejmowane są zachowania i działania dla innych (nagrododajnych) – by Ci afirmując to – dali „głaski” danej osobie. Oczywiście do pewnego momentu, kiedy znów dopamina zostanie wyłączona z danego szlaku nagrody. To przyczynia się do motywacji poszukiwania nowych sposobów zwiększania afirmacji w sieci. Może wymuszać nowe, nienaturalne zachowania dla jednostek. Prowadzić do samookaleczenia, działań autodestrukcyjnych, zaniechania własnych celów i przechylenia szali w kierunku realizowania najczęściej chwalonych zachowań w internecie – „głupota” bardzo często spotyka się z większą aprobatą w social mediach. Ale to wciąż jest podejmowanie działań nie dla siebie, tylko dla innych. Nagroda, którą uzyskujemy jest wypadkową, a do tego krótkotrwałą która ostatecznie prowadzi do zaburzeń psychicznych, chorób fizycznych i w wielu przypadkach wyalienowania.

Głód pozostaje niezaspokojony, a dawki, które dotychczas wprowadzały nas w stan zadowolenia są niewystarczające.

Dopamina to tylko jeden z elementów większego mechanizmu, który odpowiada za potrzeby aprobaty ze strony jednostek świata wirtualnego. Dlatego warto sobie zadać pytanie co jest przyczyną, która w wielu przypadkach wręcz wymusza zabieganie o afirmację w sieci?