Rozmowa, dialog, wymiana zdań. Argumenty, luźne wtrącenia, spojrzenia w oczy. Mimika i gesty. To wszystko to sposób komunikowania. Często rozdzielany na komunikację werbalną i niewerbalną, a tym czasem nie powinny być postrzegane osobno. Stanowią integralną całość tak jak psychika, ciało i duchowość człowieka. Wbrew pozorom te ostatnie to również zmienne będące bezpośrednim czynnikiem wpływającym na to jak jak wygląda nasza komunikacja, jakiej jest jakości i to jaki może ona przynieść rezultat.

Często zapominamy, że rozmowa to nie tylko wypowiadane słowa, ale również ekspozycja swojego wnętrza, doświadczeń i emocji. Ale również odbieranie i czytanie tego wszystkiego z drugiej osoby. Podmiotu. Który jest zupełnie inny. Którego każda sekunda jest inna niż nasza.

Dlatego zanim przystąpimy do rozmowy musimy zdać sobie sprawę, że wszystkie wypowiedziane słowa oprócz semantyki wstępnie wydającej się identyczną dla wszystkich mogą znaczyć zupełnie różne rzeczy. Musimy zaakceptować fakt, że nasz rozmówca ma odmienny stosunek do wielu rzeczy, wychowywał się w zupełnie innych realiach, że jego postrzeganie rzeczywistości oparte jest na nieskończenie wielu innych zmiennych, które ukształtowały jego Ja. Nie wszystkie wypowiadane przez nas słowa muszą być dla niego zrozumiałe i nie każde nasze zachowanie musi być dla niego jasne. Nie siedzi przecież w naszej głowie. Nie widzi tego co widzimy my. To samo tyczy się nas. Jeśli nie będziemy jasno werbalizować swoich myśli i nazywać potrzeb i oczekiwań, poprzez domysły partner w rozmowie może nas źle zrozumieć. Co może skończyć się fatalnym incydentem, w którym będziemy mieli mu za złe, że nie zostaliśmy zrozumiani. A przecież to my nie dopełniliśmy obowiązku nazwania naszego komunikatu.

Komunikacja to zestaw transakcji. Wymiana, która ostatecznie może skończyć się „bogactwem” dla jednej ze stron i dużym kosztem drugiej strony. Zwycięstwem dla jednego przy iście wielkim wkładzie, na tyle wyczerpującym, że wykrzesanie z siebie satysfakcji z pozornego triumfu jest niemożliwe. Ale jest również trzecia opcja. W której jeden i drugi rozmówca wzbogacają się, nic przy tym nie tracąc. Taki wynik transakcji komunikacyjnej możliwy jest do osiągnięcia przy zaakceptowaniu kilku prawd. Przede wszystkim przy wcześniej wspomnianym postrzeganiu naszego interlokutora. Zrozumieniu, że my jako istoty egoistyczne inaczej przyswajamy wiadomości zgodne z naszymi poglądami, a inaczej niezgodne, niezależnie od wagi argumentów przeważających szalę na rzecz którejś z opcji. Nasz organizm przy dobrze obwarowanym argumentami opozycyjnym względem naszych poglądów twierdzeniu będzie włączał różnego rodzaju mechanizmy obronne. Od złości, przez nieracjonalny śmiech, wewnętrzną blokadę, niezdolność do dalszej komunikacji, po stosowanie chwytów erystycznych (dosyć często spotykanych wśród lewackiego środowiska) takich jak wyśmiewanie oponenta dyskusji, obnażanie go z prywatnych doświadczeń, obrażanie, wyolbrzymianie negatywnych cech jego twierdzenia, przekształcaniu jego argumentów w sposób karykaturalny, selekcjonowaniu i przeistaczaniu pojedynczych fraz oraz nadawania im pejoratywnego znaczenia w tym sensie – by miały wybrzmienie niezgodne z tezą/twierdzeniem rozmówcy, a nawet kłamać. Uwolnienie się od budujących niepotrzebnie napięć, złości, agresji, przykrości i smutku takich zachowań na pewno pozwoli nadać wyższy poziom jakości naszej rozmowy. Musimy jednak pamiętać, że również nasz rozmówca powinien umieć stronić od podobnych reakcji.

Kolejną kwestią jest uznanie, że nasz rozmówca mówi prawdę, a argumenty które stosuje są wiarygodne. Oczywiście, nie zwalnia nas to z myślenia krytycznego, a zmysł intuicji powinien być całkowicie wyłączony. Chodzi o to aby nie uprzedzać się, ani nie budować kierunkowego myślenia zanim otrzymamy pewne komunikaty z drugiej strony. Sami również musimy być szczerzy – to chyba nie podlega żadnej dyskusji. Chodzi tutaj o dysonans kiedy zaczynamy opowiadać zmyślone argumenty, a tym bardziej kiedy zaczynamy kłamać odnośnie własnych emocji – ciało mówi co innego, a zwerbalizowane słowa się z tym nie pokrywają. Budzi to niepotrzebny brak zaufania – a przecież nie jest naszym celem łganie. Jeśli są kwestie, o których nie chcemy mówić z różnych przyczyn – nic nie stoi na przeszkodzie aby tak właśnie to zakomunikować drugiej stronie. Osoba empatyczna zrozumie i nie będzie naciskała. To jest o wiele lepsze rozwiązanie niż kłamstwo.

Nauczmy się cierpliwości, zdolności do wysłuchania całego zdania rozmówcy. Nauczymy się słuchać, a nie słyszeć. Poświęćmy mu całą swoją uwagę. Słuchajmy go całego. Melodyjności wypowiadanych słów, ich tonu i łączmy je z tym co mówi sama buzia i całe ciało. Nie przerywajmy, ale wymagajmy tego samego również od drugiej strony. Pozwólmy aby doszło do konfrontacji odmiennych zdań, spostrzeżeń, doświadczeń. Nie próbujmy na siłę usidlić rozmówcy w szponach naszej zdolności do wychwytywania słówek i próby ich nadinterpretacji – mogą znaczyć w różnym mniemaniu troszeczkę coś innego. Mogą przecież w końcu budzić inne skojarzenia związane z odmiennym doświadczeniem poznawania świata. Jeśli jest coś niejasnego – lepiej poprosić o wyjaśnienie niż dokonać w „głowie” własnej redefinicji. Może dojść do niechcianego nieporozumienia.

Empatia – to coś co również powinno znaleźć się w naszych rozmowach. Próba wczucia się, dociekania tego jakie emocje towarzyszą przy wypowiadanych frazach naszemu rozmówcy (niezależnie czy jest opozycjonistą w wypowiadanych argumentach czy nie), na pewno umożliwi to wytworzenie pewnej, nowej nici porozumienia. Oczywiście nie możemy potraktować pewnego naszego wyobrażenia o tym co czuje nasz rozmówca jako pewnika, ponieważ nigdy tego w pełni nie odkryjemy. Natomiast sama próba zrozumienia uczuć i emocji osoby mówiącej do nas przybliża nas do zrozumienia tego co próbuje nam przekazać.

Jeśli jest to ktoś kogo znamy i mamy poczucie, że poznaliśmy go niezwykle doskonale, musimy wiedzieć też, że niezależnie kiedy ostatni raz z tą osobą rozmawialiśmy – ona zmienia się nieustannie. Z każdej sekundy na sekundę. Osoba, z którą rozmawialiśmy minutę temu, nie jest osobą, którą znaliśmy. Chociaż nie zaszły w niej jakieś niezwykłe przemiany, to miliony komórek w niej umarły, drugie tyle się w niej zrodziło. Taka osoba zdążyła zmienić już kilka razy zdanie na temat „czegoś”. Poznała i nauczyła się wielu rzeczy. Nagle zrozumiała, że „czerwony długopis w tym świetle jest bardziej różowy, a promieni słonecznych na niego padających 5 sekund temu w ogóle nie było”. Humor, emocje, stan fizjologiczny uległy zmianie. Rozmowa będzie inna. Dlatego należy akceptować fakt, że nasz rozmówca jest dynamicznie zmieniającym się podmiotem, nie tylko w wyniku zmieniającego się otoczenia, procesów fizjologicznych, ale również słów jakie do niego wypowiadamy oraz przekazu podprogowego jakim jest nasza mimika ogólna i mikroekspresja. Nie pozwólmy aby te ostatnie nie były czymś niespójnym z tym co mówimy.

Oczywiście niniejsza treść to tylko 1/1000 wiadomości dotyczących relacji interpersonalnych. Tekst ma charakter bardziej poglądowy aniżeli metodyczny czy instruktażowy. Zawiera luźne wskazówki i komunikaty oparte na treści wspaniałej wg. mnie książki traktującej o komunikacji interpersonalnej Johna Stewarta – Mosty Zamiast Murów, do lektury której gorąca zachęcam.