Cień Egoizmu.

To miejsce zacienione. Mroczne, puste i samotne. Przepełnione chłodem, nienawiścią, żalem i rozpaczą. Czyha tam tylko śmierć. Umiera tam wszystko czym jest czy też kim jest osoba
ów cień rzucająca. Szpony mroku kawałek po kawałku rozrywają duszę, umysł i ciało bytu jakim jest egoista.

Pozornie dumny, z piersią do przodu wypiętą. Dbający o siebie. Głośny i błyszczący. Dostrzegany z daleka. Gnuśny w swoim padole grobowego ekscentryzmu. Oczekujący na laury. Biorący wszystko co dobre i śmierciodajny dla innych. Wątły w relacjach, płytki i kruchy. Walczący namiętnie o swoje racje. Zamknięty i głuchy na głos rozsądku. Wielki w swych oczach. Potężny, wręcz monstrualny w ocenie samego siebie.

Ale kiedy dosięgnie go głos krytyki. Kiedy uderzy go świat realizmu. Kiedy spadnie na niego pięść konfrontacji. Staje się mały. Karłowaty. Gigantyzm jak zdmuchnięty kurz odkrywa małego człowieczka. Strachliwego, zwykłego ludzika. Szaraka jakich niemało na ziemi. Zwykły Eugeniusz teraźniejszości.

Pokurcz wręcz wypada spod atrapy monstrualnego bohatera, spadając w cień, który rzuca w blasku świateł gigant. Upadek dotkliwie daje się we znaki. Bolą gnaty, mięśnie, całe ciało, ale przede wszystkim boli duma! Urażona! Do tej pory nieskazitelnie idealna, piękna, błyszcząca. Boli duch, zwiewny, bezgrzeszny, wolny i dumny. I cierpi umysł. Katalizator całości. W bólu i męczarniach próbuje odnaleźć przyczynę obecnego stanu. Spogląda na atrapę, która rzuca na niego cień. I nie wierzy. Nie rozumie. Nie wie jak to się stało.

Ciało, dusza, ego łapie za mordę umysł i wykrzykują mu w twarz:
– Ty potworze!